Hello family!
This week was good! Highlight of the week was definitely our visit to Babcia!! She has been really lonely this whole time during quarantine and we haven't been allowed to visit other people, but thankfully we are allowed to again!! We got her groceries once a few weeks back, and she called a few days ago asking for more groceries. When we arrived at her house and peaked inside the door, yes, sure enough there was a chocolate cake from the bakery around the corner, cut into generous portions. She gave us her shopping list and we went downstairs to the żabka (fully well knowing that one of the juice cartons was not for Babcia, but for the guests she was preparing to entertain). We got back and she asked us if we could stay for a few minutes and talk and was even preparing to set up chairs outside for us (at this point she didn't know that we are again allowed to visit people). So we stayed and talked for a while, eating chocolate cake and drinking the juice we had bought. Babcia is such an amazing woman. She told us some of the stories about her life and her ancestors' lives. I wrote them down in Polish and will attach them. You can Google translate them if you want. I'm too lazy to write it all down in English again.
But it just goes to show that starving for human company is a real thing. Our visit filled a place in my soul, and it clearly did in hers too. Seeing people through a screen is good, but nothing can make up for good old face to face interaction. We are excited because things are looking up here regulation wise, so we might be able to see some of our other friends soon as well.
In other news this week, we have a devotional every night through Zoom with all the Polish missionaries. Sometimes we have guest speakers. Some times the guest speakers are James Curran. President Chandler had seemed a little nervous setting this one up, maybe a little afraid that James was going to rap at us for a half hour. But right from the get go, James asked us to pray so that he could have the Holy Spirit with him. And then he went on to share his life story and conversion experience (which really is quite inspirational) I definitely felt the Holy Spirit.
We are staring at the end line. In 5 weeks I will not be wearing the name tag. It has caused a lot of reflection on my part. But even though my work will look a little different soon, the growth I have felt in myself and the closeness I have to my Savior won't change. That is probably a good life lesson. Our circumstances can change, but our personal conversion to Jesus Christ doesn't have to weaken. In fact, it can grow.
Love,
Siostra Eberting
Tu masz historia Babci, jej rodziców, i jednej pary jej pradziadków, jak poznali się. Ona powiedziała mi to wszystko wczoraj i wiedziałam, że muszę zapisać.
Prababcia, Juliette, była z Francji i pradziadek, Gustav Adolf, z Szwecji. Wtedy norma była taka, że ktoś musi mieć pośrednikowego znajomego, by rozwinąć romans z kimś, czyli no blind dates. Juliette miała brata i rodziców ale pewnego dnia, rodzina jej wozili ciężar na wagonie. Przechodzili przez most, ale most miał defekt i był ogromny wypadek. Wagon wpadł i wszyscy umarli. Juliette na szczęście nie była na wagonie, została w domu bo była wtedy chora. Jednak kiedy dowiedziała się, że rodzice i brat umarli, wpadła w rozpaczy i nikt nie mógł jej pocieszyć. Ciocia, chcąc siostrnice pomóc, zabrała ją do siebie i razem poszli nad morze na lato. Juliette chodziła na spacery i pewnego dnia Gustav i Juliette poznali się. Gustav wiedział w momencie jak ją zobaczył, że chciał poślubić ją. Jednak nie mógł grzecznie od razu zacząć romansu. A więc zdecydował, że musi dowiedzieć się do jakiego kościoła ona chodzi i poznać ją tam. A więc szukał szukał szukał i wreszcie znalazł ją w swoim własnym luterańskim kościele. Porozmawiał z pastorem, i pastor zorganizował zajęcie dla członków kościoła, gdzie w końcu oficjalnie poznali się (myślę że nawet był taniec). Zaczęli chodzić na randki i zakochali się. Koniec lato przychodził i z latem czas nastąpił jak Juliette musi powrócić do domu z ciocią. A więc Gustav wiedział, że musi zapytać ją, czy chcę pójść za mężem. Zapytał, i powiedziała tak!!!
Kilka lat później, Juliette zachorowała na zapalenie płuc. Bardzo chora była i blisko do śmierci. Gustav był zdesporowany i poszedł z nią do jakiegoś kościoła w Polsce (wtedy był Austria, myślę). Oni tam powiedzieli "to na szczęście l, że przyszedłeś w tą porę, bo tu ma lekarz który dokonuje cudy." Ten lekarz powiedział Gustavowi, że Juliette musi cały czas być w pozycji stojącej żeby płuca nie wypełniały się. A więc przez prawie 48 godzin, on trzymał ją w tej pozycji (on był bardzo silny i pewnie męczył się, ale tak bardzo ją kochał). W tym okresie ona uzdrawiała się, co naprawdę było cudowne. Juliette powiedziała, "klimat ten jest doskonały żebym znowu nie zachorowała" A więc nie wrócili potem ani do Szwecji ani do Francji, lecz zostali w Polsce. To dlatego babcia ma pochodzenie z Francji i Szwecji ale jest z Polski.
Tata naszej babci poznała mamę na bal dla studentów luterańskich na uniwersytecie. Tata sam był organizatorem tego balu i był udany w tańcu (nawet do końca swego życia). Zorganizował ten bal i poznał żonę tam. Późnej, podczas drugiej wolny światowej, Amerykani przynieśli amerykański taniec i tata dobrze się nauczył.
Babcia pracowała jako profesorka na uniwersytecie. Uczyła studentów jak uczyć innych muzyki. Pracowała w akademii muzycznej i w innych miejscach. Pojechała do Czech, Austrii, Berlina, i innych krajów na konferencji dotyczące uczenia się.
Otrzymała 3 państwowe krzyży za służby
Pierwszego męża poznała kiedy ona sama studiowała w szkole muzycznej. Każdy pianista w szkole musiał wtedy pracować z innym muzykiem, czyli w parze pracowali. Pewnego semestru Babcia (pianistka) musiała pracować z wiolinczelistą, jakimś blondynkiem z Francji który miał silny akcent jak mówił po polsku. Para już została zrobiona, a więc zaczęli chodzić na randki i romans urodził się z tego.
Pictures:
1. Babcia
2. My breakfast every morning @kimi are you proud??
3. Beautiful walk last week















